Kupa dobrej zmiany PDF Drukuj Email
Wpisany przez Tomek   
czwartek, 10 listopada 2016 12:24
Kupa dobrej zmiany
No i kto by spodziewał, że symbolem „dobrej zmiany” zostanie Kuba Wojewódzki, a jednak. Oto ów Kuba, a w rzeczywistości starzejący się Jakub, pruł swoim ferrari 200 km/godzinę, został namierzony przez policjantów, zatrzymany i... Jeżeli ktoś by się spodziewał, że dostanie mandat, punkty karne, dmuchnie w balonik czy coś takiego, co spotkałoby każdego innego śmiertelnika, byłby w błędzie. Policjanci po identyfikacji z kim mają do czynienia odstąpili od regulaminowych działań i zapragnęli sfotografować się z Kubą, co też uczyniono. I pewnie nic by się nie stało gdyby Kuba nie umieścił w necie zdjęcia ze stosownym opisem.
I tu przechodzę do drugiej kwestii –szefa policji - ministra Błaszczaka, który – wbrew oczekiwaniom - nie wywalił owych policjantów ze służby na zbity pysk, co powinien zrobić. Nie tylko za złamanie regulaminu i przekroczenie uprawnień, choć za to również. Chodzi o to, że policjantom pomylił się świat rzeczywisty ze światem wirtualnym. Świat rzeczywisty to ten, który nas otacza, możemy go doświadczać zmysłami, świat niosący problemy i radości ze wszystkim, co się z nim wiąże. Świat wirtualny to coś co nie istnieje naprawdę a jedynie w sferze iluzji. Taki świat kreuje telewizja, czy kino, że wymienię te najważniejsze, potrafiąc stworzyć coś z niczego, bohaterów z nicości, jak choćby tego całego Kubę. Dla wielu ludzi oba te światy mogą się mylić, mieszać, powodując frustrację gdy naśladownictwo „bohaterów” ze srebrnego ekranu nie przynosi spodziewanych rezultatów. Policjanci to też ludzie, więc i im może coś takiego się przydarzyć, choć jako ci, którzy na co dzień mają do czynienia z brudami tego świata, powinni na iluzje być odporni. Niestety, nie byli. I o to tu chodzi. Im się wydaje, że tam, po drugiej stronie ekranu, w tym innym świecie żyją inni ludzie, lepsi w tym sensie, że nie podlegający prawom natury i prawu jako takiemu. To istoty jakby półboskie, którym należy oddawać cześć, a szczęściem śmiertelnika jest sfotografowanie się z nimi. I właśnie dlatego, że nie potrafią odróżnić fikcji od rzeczywistości, ludzie z takimi zaburzeniami percepcji oraz innymi kompleksami, których tu nie będziemy roztrząsać, powinni być ze służby usunięci i to natychmiast!
Mamy wreszcie tego ministra Błaszczaka, który rzecz cała bagatelizuje, bo nie rozumie istoty sprawy, tzn. że praworządność zaprowadza się od dołu, podczas gdy rzeczywiste działania rządu w tym kierunku skupiają się na rozgrywkach na górze. Ja nie bagatelizuję warszawskiej afery „prywatyzacyjnej”, to ważna rzecz, tyle że nie dotyczy samej li tylko Warszawy a całego kraju i to nie tylko w aspekcie budynków mieszkalnych ale tego wszystkiego co się w Polsce działo po 1989 r. I dlatego nie wierzę, że uda się sprawców ujawnić, a co dopiero postawić przed sądami, na które, nawiasem mówiąc,rząd PiS-u nie ma wpływu i nie przeciął różnych lokalnych układów i więzów. A jak widać na powyższym przykładzie, nie ma wpływu i na policję.
Błąd obecnej władzy polega na tym, że wierzy ona w omnipotencję państwa, a to złudzenie. Złudzenie wynikające z tego, że PiS jest partią socjalistyczną, zresztą sam odwołuje się do tradycji piłsudczykowskiej, a ta socjalistyczną jest właśnie.
Poza tym, prezes Kaczyński nie ma ludzi zdolnych do przeprowadzenia reform, nawet gdyby widział ich sens w jak najbardziej prawicowym aspekcie. Wystarczy spojrzeć na ludzi, którymi otacza się dziś i otaczał w przeszłości. Może źle wybiera a może ma taki wybór nie inny. I na nic pocieszenie, że opozycja jest jeszcze gorsza, że wystarczy przykład Aniołków Petru – żałosnej imitacji Aniołków Charliego, czy tercetu Kierwiński-Schetyna-Siemoniak.
Portale społecznościowe – koniec złudzeń
Jak pamiętamy, w powieści S. Lema Kongres futurologiczny wszystko było inaczej niż się wydawało. Ludzie nosili specjalne okulary dzięki którym mieli wrażenie mieszkania w luksusowych apartamentach, spożywania wykwintnych potraw, podczas gdy faktycznie żyli w rynsztokach a żywili się jakąś breją. To taka refleksja w związku z tym, co dzieje się na i wokół FeceBoooka.
Jeżeli ktoś myśli, że tzw. zachód jest prawicowy a jego odpowiednik, czyli wschód to lewicowa post-komuna, jest pogrążony w złudzeniach jak dziecko we mgle. Prawica nigdzie nie rządzi, większość partii zwanych prawicowymi to przebierańcy lub co gorsza delegatura lewicy mająca skanalizować ewentualne sympatie i emocje prawicowe i je rozładować. No, czasami bywa tak, że taka ściema nie zadziała i trzeba walnąć młotem w łeb pokazując w ten sposób, kto tu naprawdę rządzi. Żeby lepiej to zrozumieć posłużę się dwoma przykładami.
Wszyscy chyba słyszeli jak to FaceBook, portal niby to społecznościowy, zablokował konta patriotyczne, zwna też przez przeciwników narodowymi, a portal YouTube – stronę Idź pod prąd Kowalskiego i Chojeckiego, którzy przenieśli się na … FB. Wszyscy o tym dyskutują a niektórzy nawet groźnie kiwają palcem w bucie unikając meritum sprawy niczym słonia w menżerii. Jak wiadomo, FB osiąga miliony dolarów zysku oferując usługi za darmo. Jeżeli ktoś myśli, że coś takiego jak bezinteresowna darmocha istnieje to powinien puknąć się czoło i udać się po poradę do specjalisty. FB osiąga zyski co najmniej z dwóch źródeł. Pierwsze to sprzedaż danych osobowych sformatowanych pod kątem zainteresowań przeróżnych korporacji, czyli pod kątem rynku. Nie chodzi tu tylko a nawet przede wszystkim o dane personalne użytkowników, lecz o ich zainteresowania, preferencje, itp. dane pozwalające określić ich jako rynkowy target, a które uzyskać można poprzez analizę treści wpisów. I to na skalę światową.
Drugie źródło to monitorowanie, kanalizowanie i formatowanie treści przekazów pod kątem interesów światowej rewolucji. FB tylko pozornie ma związki z Irlandią, podczas gdy tak naprawdę korzeniami sięga Krzemowej Doliny i położonych nieopodal uniwersytetów, dziś kuźni lewackiej ideologii jak choćby genderyzmu. FB jako niemalże światowy monopolista dystrybucji idei i propagandy może je formatować, limitować czy wreszcie blokować, co też i czyni. Krótko mówiąc, FB stworzył świat wirtualny na skalę światową, niczym apokaliptyczną bestię, która może dowolnie moderować wedle uznania potrzeb, zaprzeczając w ten sposób wolności z wolnością myśli na czele. Tyle, że zadzierzgnięte na FB więzy są także złudzeniem. To wszystko działa w wirtualu, nie w realu. W tym ostatnim prawdziwe więzy powstają na poziomie rodziny, związku rodzin, z majątkiem nieruchomym jako podstawą egzystencji. Taka forma organizacji jest niezależna, twórcza, czyli z natury sprzeczna z tym co proponuje lewactwo. Dlatego wszelkie rewolucje uderzały w rodziny i własność, a ograniczenie wolności było już tylko kwestią czasu.
Za tzw. pierwszej komuny robiono to siłą, ale z rezultatem niezadowalającym. Teraz zmieniono metodę starając się zastąpić świat realny iluzją.
Czy jest na to rada? Budowa alternatywnych do FB portali społecznościowych czy typu YouTube licząc się z tym, że nie będzie to sukces finansowy na miarę FB, bo nie będzie – to droga na manowce. Bo też i siły stojące za nim są inne. Można próbować z myślą przewodnią, że celem jest realizacja misji.  Ale najważniejsze będzie odbudowywanie relacji międzyludzkich w realu, od poziomu rodziny poczynając. Bez tego niczego zbudować się nie da.
Beczka dziegdziu i łyżka miodu
Mamy wreszcie CETA, czyli porozumienie o wolnym handlu z Kanadą. Rzecz w tym, że gdyby chodziło o wolny handel to wystarczyłoby usunąć wszystkie regulacje prawne jednym aktem i już, tymczasem porozumienie liczy coś koło półtora tysiąca stron, należy więc zachować podejrzliwość, kilka bowiem kwestii jest na tyle jasnych, że to co już wiemy budzi niepokój. Np. system arbitrażowy pozwala korporacjom zaskarżać państwa do prywatnego arbitrażu, gdy uzna, że zostały „pośrednio wywłaszczone” z potencjalnych zysków na skutek choćby krajowych regulacji, a zatem osłabia o ile wręcz nie likwiduje krajowego systemu sprawiedliwości.
Inna sprawa: CETA znosi 98 % barier celnych między UE a Kanadą, w tym 90 % barier na produkty rolne co doprowadzi do  zanikania małych rodzinnych gospodarstw rolnych nie tylko z powodu nierówności konkurencji ile z powodu arbitrażu. Może być tak, że na rynek wejdą nie tylko rośliny genetycznie modyfikowane ale i ziarno siewne. Oczywiście, nikt tego nie sprawdzi do końca, ale konsekwencje będą wielorakie. Z jednej strony wpływ żywności GMO na zdrowie, to sprawa znana. Pojawi się żywność faszerowanych antybiotykami, hormonami wzrostu, paszami z roślin GMO, o skutkach zdrowotnych nie do przewidzenia, tym bardziej, że może dojść do wyjałowienia gleb, zanieczyszczenia wód gruntowych, wymierania pszczół oraz zagrożenia dla suwerenności żywnościowej państwa.
Weźmy przykład ziarna siewnego. Niby stosowanie ziarna siewnego GMO jest zakazane ale zgodnie z zasadą „pośredniego wywłaszczenia” z potencjalnych zysków Polska w arbitrażu przegrywa, a pola zostają nim obsiane. W rezultacie rośliny GMO mogą „zapylić” uprawy tradycyjne, nie ma przecież sposobu by temu zapobiec. Firma producencka ziarna GMO zażąda od rolnika przypadkowo skażonego odszkodowania za bezumowne korzystania ze swego produktu i prawdopodobnie wygra, takie przypadki już się zdarzały. Rolnik się nie wypłaci, jego gospodarstwo zajmie komorni a on sam i jego rodzina w najlepszym razie trafi do korporacji gdzie będzie pracował na spłatę zadłużenia. Prywatne rolnictwo, zwłaszcza to średnie i drobne upadnie, duże też ale może zostać przejęte przez obce korporacje. Można być tego i  pewnym, bo tak się stało  w Meksyku po wprowadzeniu NAFTA
Dlaczego to jest takie ważne? Piszę o tym od lat ale nie zaszkodzi powtórzyć. Podstawą siły państwa z jednej strony a dobrobytu ludności i wolności jest własność nieruchoma. W wyniku szeregu rewolucji własność ta została niemal w całości zlikwidowana. Ostatnią „redutą Ordona”, taką resztówką, jest własność rolna. To prawda, że drobna i średnia, ale to nie wina rolników. Stało się tak w wyniku reformy rolnej w II RP, kolejnej na początku PRL-u i polityki dzisiejszej. Ostatni akordem może być przejęcie tej resztówki przez korporacje rolne pod pretekstem – i tu by się koń uśmiał – wolnego handlu.
Demokracja zamiast gilotyny
Miało być o czymś innym ale bieżąca sytuacja plany te wywróciła. Mamy koniec  wyborów w USA i szereg komentarzy. Jednym z komentatorów był w Lech Wałęsa, który zapowiedział konieczność zmian w demokracji tak aby nie dochodziło do tego, do czego doszło w Ameryce.  Do czego takiego tam doszło, że aż tak poruszyło członka „rady mędrców”? Oto wygrał kandydat, któremu wieszczono, że przegra, bo nie dość, że anty-stemowy to w dodatku bez politycznego doświadczenia i w ogóle gorszy od swojej konkurentki.
Wydarzenie to wywołało wielkie poruszenie w Stanach, co zrozumiałe, ale też i u nas, co już jest mniej zrozumiałe. Z naszego punktu widzenia nie ma to większego znaczenia, ponieważ nie jesteśmy rozgrywającym w tej partii ping-ponga, a co najwyżej piłeczką. Nie mamy wpływu co zrobi prezydent tego kraju bez względu kto nim będzie. Stany Zjednoczone to państwo poważne, mające swoją doktrynę, swoje interesy i one będą decydujące, podczas gdy Polska żadnej doktryny, tzn. pomysłu na siebie, nie ma, jeśli nie liczyć jakichś mrzonek o Międzymorzu. Trzeba było być ostrożniejszym np. w polityce wschodniej, a nie słuchać ekspertów, ale teraz już po herbacie. No a skoro mowa o ekspertach od polityki międzynarodowej, to wystarczy przypomnieć co mówili przed wyborami i co mówią teraz, aby stwierdzić, że to banda wydrwigroszy i oderwanych od rzeczywistości durniów. No ale wróćmy do wypowiedzi Wałęsy.
Z Lechem Wałęsą jest ten problem, że szybciej mówi niż myśli, a zarówno jedno i drugie wymaga egzegezy, jako że bywa on jednocześnie za a nawet przeciw. Nie tak dawno był on siermiężnym szermierzem demokracji, która – jego zdaniem – w Polsce jest zagrożona, teraz, gdy zagrożenie rozlało się na Amerykę, jest już jej przeciwny. No, może nie demokracji w ogóle, bo demokracja to współczesny dogmat wśród współczesnych przesądów polskiej inteligencji, jak to określa Grzegorz Braun, ale demokracji takiej właśnie. Takiej, czyli jakiej? No takiej, gdy w USA wygra Trump, a w Polsce np. PiS albo ktoś gorszy jeszcze. W każdym razie wygra nie ten, kto wygrać powinien. A kto powinien wygrać? No, tu już mamy problem. Ani Wałęsą, ani inni politycy europejscy, dla których wynik wyborów w USA jest zaskoczeniem a wręcz wstrząsem, podobnie jak u nas przed rokiem, w wyniku czego Unia Europejska ma nas zmłotkować aby demokracja zwyciężyła.
No i mamy zagwozdkę, bo z jednej strony demokracja to swobodny wybór władzy i rządów większości ale z  drugiej już nie. Wybór, owszem, ale gdy zostanie wybrany zostanie właściwy kandydat, a władzę większości, gdy rządzić będzie większość również właściwa. W przeciwnym wypadku demokrację należy zmienić.
Czy zmieniona demokracja będzie tą samą lub taką samą demokracją, jak ją pojmuje większość i jak pojmowana była zawsze? No chyba nie, skoro nie może wygrać każdy ani nie może rządzić dowolna większość, tylko ludzie właściwi. Ale kto jest właściwy i kto o tym decyduje? Tego, rzecz jasna, nie wiemy, a nawet gadatliwy Lechu aż na taką niedyskrecję sobie nie pozwoli, bo od razu przypomniano by mu skąd mu wyrastają nogi, no ale domyślamy się, że ma to być lewica postępowa, bo ona to protestuje ale sądząc ze skali zorganizowania ktoś za nią stoi, czyli, krótko mówiąc, jest jedynie narzędziem. No i my tego też tu nie rozstrzygniemy w tym momencie, ale nazwałbym to roboczo Systemem. System to zawsze aktualna ale niejawna struktura rządzenia w demokracji. A ponieważ demokracja to efekt rewolucji, a siostra socjalizmu, to System stanowi zakulisowy sposób rządzenia przy zachowaniu pozorów mających utrzymać narody w świadomości, że to one są hegemonem. O ile bowiem w klasycznej monarchii struktura władzy jest jawna, to w demokracji już nie. I ta właśnie władza ma zmienić demokrację na tą właściwą.
Ktoś może powiedzieć, że głoszę teorie spiskowe, a gadanie Wałęsy nie ma znaczenia, ale coś on tam musi wiedzieć. Zresztą, czas pokaże, czy mamy do czynienia z teorią, czy z praktyką.
Możliwe są dwa warianty. System może rozstrzygnąć rzecz siłowo, stosując terror wobec opornych, ale ma to tę wadę, że opór wobec polit-poprawności i lewactwu jest za duży i grozi niekontrolowanym wybuchem, co w rezultacie może doprowadzić do wymiany elit za pomocą szubienicy, gilotyny, czy kuli w łeb. Można też odsunąć lewactwo przynajmniej na jakiś czas za pomocą demokracji i spróbować innej metody, gdy ciśnienie oporu zostanie zwentylowane. Oba warianty są jednakowo możliwe, dlatego czekają nas ciekawe czasy.
Jan Pokrywka
Poprawiony: sobota, 10 grudnia 2016 11:18
 
Valid XHTML & CSS - Design by ah-68 - Copyright © 2007 by Firma

Polityka prywatności Serwis używa cookies m. in. w celach gromadzenia statystyk oraz prawidłowego funkcjonowania serwisu. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że ciasteczka będą zapisywane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.Aby dowiedzieć się więcej na temat plików cookie jakie używamy oraz jak je usunąć, zobacz naszą politykę prywatnosci.

Akceptuję ciasteczka z tej witryny.

EU Cookie Directive Module Information